Cotehele Garden

By dotrzeć do Cotehele trzeba przedrzeć samochodem  się przez bardzo wąskie dróżki, typowe dla kornwalijskiego krajobrazu. Tak wąskie że wyminięcie się dwóch samochodów praktycznie możliwe jest jedynie w wytyczonych w tym celu zatoczkach na poboczu.  Ale za to jakie widoki – nie tylko żywopłoty ale przede wszystkim niewielkie wzniesienia, wąskie przesmyki leśne  porośnięte paprociami. Dzika dzicz… Aż żal że nie bardzo jest możliwość by zatrzymać samochód i podziwiać paprotniki, języczniki czy nerecznice w naturze.

Po ochłonięciu z wrażeń  krajobrazowych na zwiedzających  czeka wspaniały dom z czasów Tudorów:

Niestety znów pogoda nie dopisała i raczej nie była to aura fotograficzna, ale przynajmniej nie padało. Po kilku tygodniach koszmarnych upałów na południu Polski zaczynam jednak tęsknić do kornwalijskiego, deszczowego  lata.

Niesamowite mury porośnięte gęstwiną splątanych pnączy zawsze robią na mnie ogromne wrażenie:

Zagadka ze zdjęcia poniżej została rozwiązana w następnym ogrodzie, to pochodząca z Ameryki Południowej Hydrangea serratifolia, raczej bez szans w naszym klimacie. A szkoda, zimozielona hortensja to byłoby coś…

Ogród podzielony jest na mniejsze ogrody, bardzo intymne zielone pokoje. Poza nimi znajduje się tutaj przepiękny stary angielski park, warzywnik, sad – czyli wszystko to co w porządnym ogrodzie angielskim znaleźć się powinno. Pogoda nie była zachęcająca do spacerów, więc skupiłam się głównie na przepięknych tarasach przy domu:

Ten ogród pod względem doboru roślin nie frustrował mnie aż tak bardzo, większą część rosnących tutaj gatunków spotkałam już wcześniej.

Sprawdzone kombinacje roślinne i zestawy dają ten niezwykle uroczy efekt. Naprawdę szkoda, że słońce nie zechciało nas zaszczycić swoją obecnością.

Jak w każdym szanującym się angielskim ogrodzie tak i tutaj znajduje się gazebo. Niby nic, ale widok na akwedukt, rzekę i krajobraz Kornwalii wart był przelotu 1800 km…

Frustrować mogą kolekcje klonów japońskich, dość częste w każdym z ogrodów czy to Devonu czy Kornwalii. Tak mocno wpadające w oko jak wszechobecne hortensje.

Położona wyżej część ogrodu oczarowała mnie i zaskoczyła, typowy pond czyli staw ale niezwykle ciekawie zaaranżowany z przepięknie obsadzoną roślinami  wyspą na środku sprawiał, że nie chciało się opuszczać tego miejsca:

Podczas tego pobytu kolejne,  poza klonami i hortensjami,  gatunki roślin łapały mnie za serce. Gatunki, które wprawdzie w Polsce dają jakoś radę, ale zawsze będzie to „jakoś”:( Do tej listy dopisuję alstromerie we wszystkich chyba dostępnych odmianach, tutaj zapłakane po deszczu:

Na terenie posiadłości znajduje się młyn wodny, do którego dotarłyśmy busikiem National Trust podziwiając po drodze przystań i meandry rzeki. Oraz krowi korek… tak nie ma tutaj literówki:) Krowi korek tylko w Kornwalii…

Po powrocie niecierpliwie czekałyśmy na prognozę pogody przed jednym z najważniejszych dni wyprawy. Umbrella or parasol? Ale o tym następnym razem…

Tekst i zdjęcia Marta Góra

Udostępnij ten wpis:

Co o tym sądzisz?

Komentarze mogą być sprawdzane pod kątem ich zawartości. Nie będą akceptowane treści zawierające m.in. wulgaryzmy, treści obraźliwe lub linki pozycjonujące strony www. Więcej informacji: Polityka prywatności.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Zobacz więcej inspiracji na Instagramie Marta Góra