Docwras Manor Garden

Zimna i deszczowa jesień za oknem a ja wracam wspomnieniami do końcówki lata.  To kolejny z ogrodów, które miałam okazję obejrzeć we wrześniu na Wyspach.  Tym razem nie jest to ogród obszarników, ale średniej wielkości ogród przydomowy położony w małej miejscowości  Shepreth niedaleko Cambridge.  Właścicielka domu i ogrodu, Faith Raven uprawia go od ponad 50 lat. Wpierw razem z mężem, pasjonatem przyrody a po jego śmierci sama.  Chociaż  nie do końca jest to prawdą, bo od samego początku ma do pomocy ogrodnika.

Pisząc trochę o ogrodach w Anglii raczej staram się opisywać swoje odczucia i emocje i na nich głównie skupić. Przy tym ogrodzie miałam trochę mieszane odczucia, ale o tym za chwilkę.
Powitał nas niewielki, wysypany żwirem dziedziniec przed domem z różami, lawendą i fuksjami:

Wyglądał bardzo zachęcająco, podobnie jak główny trawnik otulony krzewami:

W ogrodzie jest mnóstwo wąskich przejść, tajemniczych zakątków, układ ogrodu jest też trochę dziwny. W pewnym momencie miałyśmy obawy czy czasem nie znalazłyśmy się na sąsiedniej posesji.

Sporo w tym ogrodzie ładnych miejsc w cieniu i półcieniu, naprawdę sporo:

Mnie zauroczyła oczywiście szklarnia i kompozycje w donicach przy jej wejściu:

W tym niedużym ogrodzie jest masa strzyżonych pięknie żywopłotów, genialnie prowadzonych krzewów czy drzew – ja zapamiętałam rozpostartą na murze irgę i fantastycznie upięte jabłonie na różanych bramkach. Niestety aby zmieścić to wszystko na niewielkiej w sumie powierzchni trzeba dobrze się przyglądać aby dostrzec te perełki.

Derenia, który aż „świecił” nie dało się nie zauważyć:

Wydaje mi się, że w ogrodzie zdecydowanie więcej roślin kwitnie w pełni lata, we wrześniu kwitnących było już niewiele. Za to widziałam sporo traw:

Dotknięte ręką czasu patio z cudnym basenem i paprociami:

I kolejny żwirowy dziedziniec z wysiewającą się werbeną:

I oczywiście klosz na szparagi:

Ten ogród znacznie różni się od poprzednich. Przede wszystkim jest to autentyczny ogród przydomowy ze swoją własną filozofią. Nie obcina się liści, nasienników, pozwala się roślinom by w naturalny sposób rozprzestrzeniały się po ogrodzie. To może robić wrażenie nieładu. Patrząc na to co już tam przekwitło wyobrażam sobie jak piękny ten ogród musi być latem. Jednak jednej rzeczy mi zabrakło – czytelnego układu ogrodu. Zawsze gdy wracam myślami do tego ogrodu porównuję go z ogrodem Brookes’a, gdzie panuje podobne podejście do ogrodnictwa, ale… No właśnie, ogrody Denmans są tak genialnie zaprojektowane, że nawet „niedopieszczenie” czy też chwilowy brak opieki nie są im w stanie zaszkodzić.

Przy tym fantazyjnie strzyżonym bukszpanie brakło mi słów:

I jeszcze kilka migawek:

Zawsze tak jest, że gdy wracam do jakiegoś ogrodu dostrzegam wiele nowych, ciekawych rzeczy. Mam nadzieję że i tym razem tak się zdarzy. Być może jeszcze kiedyś będę mieć okazję by obejrzeć ponownie dzieło pani Raven.

Udostępnij ten wpis:

Co o tym sądzisz?

Komentarze mogą być sprawdzane pod kątem ich zawartości. Nie będą akceptowane treści zawierające m.in. wulgaryzmy, treści obraźliwe lub linki pozycjonujące strony www. Więcej informacji: Polityka prywatności.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Zobacz więcej inspiracji na Instagramie Marta Góra