Jestem przeciw

Konkretnie przeciw głupocie i ignorancji. Zwłaszcza tej dotyczącej pielęgnacji zieleni miejskiej. Pod pozorem tej tzw pielęgnacji i formowania dokonuje się barbarzyńskiego ogławiania drzew  jak Polska długa i szeroka.  W moim mieście też, w tym w którym „wszystko się zacięło” (tak na marginesie to chyba jedno z najlepszych haseł ostatniej kampanii wyborczej).  Wybrałam się nawet na spacer by zrobić dokumentację fotograficzną ale szczerze mówiąc opadły mi ręce. Ogławianie czy też cięcie drzew w tak prymitywny sposób, bez szkolenia i podstawowej wiedzy dendrologicznej powinno być karalne. Właściwie jest bo reguluje to wyraźnie  ustawa o Ochronie Przyrody:

Art. 82 ust 1a. Zabiegi w obrębie korony drzewa na terenach zieleni lub zadrzewieniach mogą obejmować wyłącznie:
1) usuwanie gałęzi obumarłych, nadłamanych lub wchodzących w kolizje z
obiektami budowlanymi lub urządzeniami technicznymi;
2) kształtowanie korony drzewa, którego wiek nie przekracza 10 lat;
3) utrzymywanie formowanego kształtu korony drzewa.

Wycięcie czy też jednorazowe  prześwietlenie korony drzewa nie powinno obejmować więcej niż 10 – 15  % jej objętości. Wycinanie grubych i zdrowych konarów  naraża drzewo na choroby grzybowe, oparzenia słoneczne, duże straty asymilacyjne co w efekcie prowadzi do jego  śmierci.  Pomijam drobiazg, jak te kikuty szpecą nasze miasta i osiedla.

Problem tkwi w głupocie, braku wyobraźni  i bezmyślności powielanej od lat. Tak się składa, że na przestrzeni ostatniego roku  miałam w ręku kilkanaście  wycen ofertowych na zagospodarowanie zieleni w przestrzeni publicznej. Jedna, naprawdę tylko jedna miała konkretny i dobrze opracowany projekt tegoż zagospodarowania, reszta zawierała lakoniczne uwagi  pod hasłami „drzewa liściaste sztuk 37” lub „krzewy iglaste sztuk 286” lub „trawniki dywanowe”. Dziwi mnie że wielu urbanistów nie rozumie (lub nie chce zrozumieć) jak ważna jest zieleń w miastach i opracowując projekty na kolejne budynki czy osiedla nie korzysta z pomocy architektów czy projektantów zieleni.  Zagospodarowanie  przestrzeni miejskiej wymaga przecież dokładnego, przemyślanego projektu.  Jeżdżąc kilka razy do roku na Wyspy Brytyjskie zazdroszczę im tego miejskiego krajobrazu, kwitnących wiosną drzew, bajecznie kolorowej jesieni i pięknych, naturalnych form nie zepsutych barbarzyńskim cięciem. Zazdroszczę skwerów i rond obsadzonych cebulami, trawami czy bylinami – wciąż tak rzadko spotykanych u nas.  I żeby nie było, że tylko UK…

Tutaj link z FB – zachęcam do obejrzenia zdjęć. Można? Można. I to na dachu.

Najbardziej bulwersuje mnie w całej tej sytuacji fakt, że drzewa ogławia się w majestacie prawa i za publiczne pieniądze. Dobrze zaprojektowana przestrzeń publiczna powinna być siłą napędową  do promocji miasta, dotyczy to szczególnie jego ścisłego centrum. Ostatnimi laty moda na rewitalizację objęła również Wadowice.  Tak tak wygląda obecnie Rynek (a właściwie Plac Jana Pawła II). Miało być elegancko i na bogato niestety wyszło jedynie przaśnie i na bogato, bo ponoć (nikt do tej pory nie rozliczył do końca inwestycji, przynajmniej nie ma takiej informacji na stronie UM) rewitalizacja kosztowała ok 10 mln zł. Dużo jak na taki zaścianek nawet jeśli to papieski zaścianek. I brzydko. Za to Ewa Filipiak dostała ode mnie definitywnie czerwoną kartkę.  Trzeba oddać sprawiedliwość poprzedniej Burmistrz że można w mieście znaleźć wiele pozytywnych przykładów, chociażby ogródek sądowy który po rewitalizacji nie stracił nic ze swojego charakteru i naprawdę wygląda świetnie.  Pozytywów jest więcej, chociażby Planty, nasadzenia wzdłuż Wojtyłów (dawnej Ogrodowej), skwerek od tej samej ulicy przy byłej siedzibie telekomunikacji. Z czasów dzieciństwa pamiętam, że w tych miejscach o zmroku strach było przejść Jednak smucą okaleczone drzewa na Fatimskiej, Lwowskiej czy Legionów, Poprzecznej,  rokrocznie po barbarzyńsku mocno cięte na starszych osiedlach – Wadowity, Kopernika czy XX-lecia. Bez drzew w miastach się udusimy i naszym obowiązkiem jest dbanie o to dobro pozostawione przez poprzednie pokolenia. Od lat powiela się błędy sadząc drzewa które docelowo będą za duże. Głupota czy brak wyobraźni?  I pozwolę sobie zacytować zdanie z rozmowy z prof. Murasem: „wybierają drzewa  z katalogów jak śrubki”.  Gdzie tkwi błąd?  W kiepskim systemie szkolenia (zapytajcie absolwentów Politechniki Krakowskiej ile semestrów botaniki jest na wydziale arch. krajobrazu) czy może zwyczajnym braku wyobraźni, ignorancji? Bo niestety zły przykład idzie z góry. Tak samo kaleczone drzewa można spotkać w przydomowych ogrodach, ogłowiona do połowy brzoza czy świerk to już norma.

Miasto, jak każde inne zmaga się z wieloma bolączkami – korkami, złą komunikacją, bezrobociem itd, itd… Miasto jakich w Polsce tysiące.  Jednakże 36 lat temu, dokładnie tyle ile lat ma nowy Burmistrz miasto dostało od losu szansę – wybór Papieża Polaka zapewnił nam, mieszkańcom doskonałą promocję. Jednak to zbyt mało by z małego miasteczka zrobić ciekawą atrakcję turystyczną oraz  miejsce w którym można spokojnie żyć, pracować. Moim marzeniem jest by tej magicznej  urody mojego miejsca, leżącego w pięknej dolinie Skawy nie zepsuć do reszty, bym o każdej porze roku mogła wyjść na spacer z przyjemnością. Dużo wymagam?

W ostatnią niedzielę listopada zagłosowałam przeciw… Chciałabym wierzyć, że przez 4 najbliższe lata znajdzie się dobry  powód Panie Burmistrzu bym mogła powiedzieć głosuję za… Czego sobie, mieszkańcom i Panu życzę.

Tekst Marta Góra

 

Udostępnij ten wpis:

Co o tym sądzisz?

Komentarze mogą być sprawdzane pod kątem ich zawartości. Nie będą akceptowane treści zawierające m.in. wulgaryzmy, treści obraźliwe lub linki pozycjonujące strony www. Więcej informacji: Polityka prywatności.

Subscribe
Powiadom o
guest
15 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Megi Moher

ja też. I co z tego. Nie zmieni się nic, a jeżeli, to na gorsze. Bo taka jest świadomość i wykształcenie, i procedury przetargowe, i kolesiostwo w urzędach. Tak że ten. Można sobie do UK pojechać, bo już nawet nie uciec na wieś, tam to samo się dzieje.

Megi Moher

jest bublem i nikomu to nie przeszkadza, bo dobrze się… partycypuje.
Oczywiście, że mamy wpływ, powinniśmy mieć więc także tego świadomość i poczucie odpowiedzialności, nie żeby misji. Ogrody prywatne, nawet najmniejsze, mają znaczenie jako część całości. Zresztą czasem zdarzy się coś dla wspólnoty lub publicznego przecież;-p
Mniej to lubię, frustruje mnie przegląd zmarnowanych szans i kompromis.
Natomiast niektórym to nie przeszkadza, albo nie muszą iść na kompromisy. Te przaśno- bogate rabatki krzyczą głosem „projektanta”- paczcie, jaki jestem zajebisty.

Pszczelarnia

Marto, ja już nawet myślałam, żeby założyć coś a la blog „w krzywym zwierciadle zieleń miejsca. pl”
Żeby piętnować te praktyki. Załamuję ręce nad zielenią w moim mieście wojewódzkim. Pozwala się zakładać szmaty, które fruwają, robić trawniki tam, gdzie nie mają racji bytu, sadzić wybrakowane egzemplarze i nie dbać o to co jest już posadzone. Zajrzałam na uczęszczane podwórka przy rynku „aglomeracji”: same w sobie piękne intymne, straszą beto-gabionami i wszechobecnymi kontenerami śmieciowymi, pustynia do życia. Projektancisobie projektują bez uwzględnienia normalnych ciągów komunikacyjnych dla ludzi. Nikt nie myśli o pielęgnacji późniejszej.
Urbaniści zajęci za bardzo satelitami wokół.

Megi Moher

przed solą, cały Poznań przed zimą taki opłotowany. Dokładnie, po co te irgi.
I te szmaty, co wiadomo, że wyfruną spod kory.
Popieram Pszczelarnię. Grupa lub strona na fb, proszę.

Ewa

Włodarzom miast kasa przeżarła mózgi; dlatego też nastepuje powszechne „brukowanie placów, rynków i wszystkiego co się da.
A propo parawanów to jeszcze jestem w stanie to zrozumieć (nie znaczy zaakceptować). Ale co robią zielone siatko-płotki wokół rabat wyłożonych stroiszem to nie jestem w stanie pojąć (nowa warszawka moda).

ula

To chyba procedura „normalna” w każdym mieście.
Jak zwróciłam kiedyś uwagę w spółdzielni, by nie ogołacali w ten sposób drzew to usłyszałam od pani: a kto będzie te liście grabił?
Przecież są ci co biorą pieniądze za grabienie tych liści w każdym mieście!
A potem straszą takie okaleczone kikuty…

Alinak

Marto -witaj .od dłuższego czasu podczytuje i podglądam ,ale przy tym wpisie muszę napisać komentarz , bo twoje słowa są żywcem wyjęte z moich ust .
Mieszkam niedaleko Wadowic i za każdym razem jak wjeżdżam to widoki przydrożnej ” zielni ” rozbrajają mnie totalnie .
widok ogłowionych głogów na głównej ulicy wjazdowej do miasta od lat mnie tak drażni że kiedyś nawet wykonałam telefon do urzędu . ponoć to dla bezpieczeństwa .
ale własnie czy nie jest rolą projektanta zieleni pomyśleć najpierw o odpowiednim gatunku .
Opisana przez ciebie rewitalizacja rynku jest dla mnie po prostu udana próbą wyciągnięcia kasy …skoro można .
to nawet nie wygląda ” na bogato „,to wygląda głupio .piękne drzewa wycięto ..i wsadzono nowe …to według tego pomysłu za 20 lat znowu będą wycinać zdrowe drzewa ?.
A teraz jeszcze straszyć będą uśmiercone przez sól ( mimo płotków ) tawuły na obwodnicy . dałam im na to 2 lata …myślę że się nie pomylę …będą wymieniać ..i o to chodzi ..znowu kasa …i z ta zielenią chyba tylko o to chodzi …
pozdrawiam z pobliskiej Kalwarii

Słowianka

Tez miałam zlecenie – niby prestiżowe, ale odmówiłam po przemyśleniu tematu. Ciasna działka przy eleganckim biurowcu w centrum Poznania. Sporo drzew (w zasadzie lasek), kilka mocno pokaleczonych w czasie budowy + świerki co je poprzedni właściciele działki sadzili – gołe, rachityczne, bo rosną w cieniu.
Ponieważ w czasie budowy wycięto kilkanaście drzew, ochrona środowiska nakazała posadzenie zamienników – typu lipa, dąb, grab – i odmiany kolumnowe nie wchodziły w rachubę – miało być duże drzewo. Problem w tym, że nie było na nie sensownego miejsca. A moim zdaniem należałoby jeszcze usunąć przynajmniej szpecące świerki a nie dosadzać bezmyślnie nowe drzewa w już i tak mocno zarośniętą, mocno zacienioną działkę.
Na projekt miałabym 2 tygodnie, bo inwestor się obudził w ostatnim momencie przed oddaniem budynku do użytku.

Owszem, inwestor bez wyobraźni. Ale ochrona środowiska? Jaki trzeba mieć ptasi móżdżek, by kazać inwestorowi nasadzenia zamienne na działce porośniętej mocno drzewami?
Teraz jest tam zamiast ładnej, przejrzystej kompozycji pasującej do biurowca, mamy ponury teren z roślinami, które zamiast rosnąć, walczą o przeżycie.

Zobacz więcej inspiracji na Instagramie Marta Góra